Dokumentowanie wspomnieńLifestyle

Niecodzienny dziennik z czasów zarazy. Kwiecień 2020

Gdańsk i Toruń-195

2 kwietnia

Milion. To dzisiaj liczba zakażonych na całym świecie przekroczyła pierwszy milion.

Po śmierci bliskiej osoby trudno się człowiekowi otrząsnąć. Wiem, że tylko czas tu pomoże. Jakoś nie dociera do mnie jeszcze to, że koronawirus tak szybko odebrał nam kogoś bliskiego z rodziny. I tyle. Trudno coś więcej napisać.

3 kwietnia

No nie. Zamknęli nam lasy.Teraz to już serio zostają nam dwa pokoje plus balkon przestrzeni życiowej. I otwieranie okien po to, aby zaprosić trochę świeżego powietrza do środka. A jeszcze wczoraj byliśmy na spacerze. Już tęsknię za tymi samotnymi spacerami wśród drzew. Ta decyzja w dodatku niezmiennie mnie dzisiaj dziwi. W ostatnich dniach wiele razy byliśmy w lesie i spotkaliśmy niewiele osób. Na ogromną przestrzeń lasu byliśmy w nim praktycznie sami, a ryzyko zarażenia wynosiła jakieś minus sto.

Dzisiaj były moje pierwsze zakupy w Lidlu na nowych zasadach. Stałam w kolejce (oczywiście do drzwi wejściowych, nie do kasy) około trzydziestu minut, czyli chyba nie najgorzej (szczególnie gdy się słyszało nie raz, nie dwa opowieści o kolejkach w PRL-u). W przedsionku czekały rękawiczki – takie do brania pieczywa, więc dosyć luźne i mało wygodne – i płyn dezynfekujący. Zakupy poszły sprawnie, i tak samo jak w czasach przed pandemią – u mnie zawsze z przygotowaną wcześniej listą zakupów. Kolejki do kasy nie było wcale, więc elegancko. Co do listy to zauważyłam właśnie dużo więcej osób krążących po sklepie z karteczką. Pewnie nie każdy takiej listy potrzebuje, ale u mnie planowanie posiłków, a co za tym idzie – ograniczenie zakupów tylko do rzeczy niezbędnych super się sprawdza.

4 kwietnia

O dziwo był super prosty, dwie strony, ekstra mało miejsc do wypełnienia – wniosek o skorzystanie z tarczy antykryzysowej. Teraz tylko pozostaje czekać na odpowiedź. Tak swoją drogą to chyba faktycznie dobry czas na rozkminę o nowym biznesie lub nowym kierunku rozwoju. Widzę po instagramie, że ludzie zakopują się w książkach, kursach, ale u mnie pandemia niczego nie zmieniła (no oprócz odebrania mi wolności w niektórych obszarach). Ja sama od początku urlopu macierzyńskiego nie mam zbyt wiele przestrzeni na czytanie i edukację. Niedługo czeka mnie powrót do pracy, więc może wtedy to się uda w myśl reguły, że im więcej obowiązków, tym człowiek jakoś bardziej zorganizowany. A póki co między jedną a drugą zabawą z Juniorem sobie rozmyślam jak dostosować się do aktualnej sytuacji na świecie. Obserwuję wiele biznesów, które z dnia na dzień zmieniły lub dostosowały swoją aktualną strategię marketingową do obecnej sytuacji. To na pewno dobry czas na inwestycje w reklamę, choć pewnie wszystko zależy od rodzaju działalności i poduszki finansowej. Chyba lepiej kminić, myśleć nad czymś niż nie robić nic. Piszę “chyba”, bo sytuacja każdego z nas jest inna, mniej lub bardziej pogmatwana. I pewnie, że nie da się tak cały czas, głowa też czasem musi odpocząć. Tylko te nasze siedzenie w domu na dłuższą metę może być nie do zniesienia najzwyczajniej w świecie. I gdy wszystko ruszy i rozkręci się na dobre, warto być już gotowym. 

6  kwietnia

Zrobili to. Przegłosowali w sejmie ustawę o głosowaniu korespondencyjnym w wyborach prezydenckich. Dlaczego rządzący w ogóle zajmują się tym tematem? Zamiast wydawać te grube miliony na karty wyborcze mogliby je dobrze spożytkować i pomóc wielu szpitalom albo komukolwiek innemu, kto teraz bardziej tego potrzebuje niż my wyboru nowego prezydenta. Czemu myślą tylko o swoich tyłkach.

9 kwietnia

Wiem, że każą nam zachować dystans i nie gromadzić się. Mam jednak nadzieję, że to jakoś zjednoczy ludzi, a nie odwrotnie i że nie zaczną sobie zaraz skakać do oczu. Gdy rząd zaczął wprowadzać zakazy, ludzie zaczęli wykupować puszki w sklepach, a w niektórych krajach bić się o papier toaletowy to pomyślałam sobie tylko jedno – żeby nie doszło do sytuacji, w której ludzie będą wybijać szyby w sklepach i kraść. Każdy boi się zarażenia, to widać (jedni pewnie mniej, drudzy bardziej, ja – mniej). Każdemu z nas pewnie już mocno doskwiera ta moc zakazów. Jednak towaru w sklepach nie brakuje i co raz słyszę o zapewnieniach, że jedzenia nie braknie, mogą tylko wystąpić opóźnienia w dostawach, bo w tym całym łańcuchu trudno zastąpić człowieka. Z drugiej strony, no właśnie, ile politycy sobie na tym ugrają, ile wolności nam odbiorą, jakie podatki nam narzucą. Potok myśli, mętlik w głowie.

10 kwietnia

Od całej tej epidemii bardziej mnie martwi susza. Za pierwszą plagą nadciągnie zaraz druga. W radiu usłyszałam, że potrzebujemy kilkunastu deszczowych dni, aby stan wód osiągnął dobry poziom. Inaczej będzie źle, a odczujemy to chociażby po dostępie do żywności czy cenach. A ceny już są wyższe niż jeszcze dwa, trzy miesiące temu.

Jest piątek, więc dzień zakupowy (od końca marca robimy duże zakupy tylko raz w tygodniu). Z okazji zbliżających się świąt kolejeczka do Lidla była zdecydowanie dłuższa niż ostatnio. Chciałam jednak napisać o czymś innym. Otóż zauważyłam, że nie każdy z nas bierze sobie zalecenia do serca. Para stojąca za mną w ogóle nie zachowała dystansu, a w sklepie kobitka kaszlała sobie w eter bez zasłonięcia się ręką czy chusteczką. Skoro ten cały koronawirus sobie dyfuzuje potem w powietrzu to choćbyśmy nie wiadomo jakie środki ostrożności zachowali, nie mamy szans, każdego z nas prędzej czy później to dotknie.

Ale dzisiaj chcę napisać jeszcze o czymś innym. Mamy Wielki Piątek i podczas Liturgii Męki Pańskiej usłyszałam jedno z najpiękniejszych kazań w moim życiu – dominikanina z Łodzi o. Tomasz Zaporskiego. Oto jego fragment, a całość tutaj

Krzyż jest darem miłości, która przebacza i pociąga. Jest darem miłości, która staje się drogą. To przyjęcie daru jego miłości z krzyża to pozwolenie, żeby dotknął mnie w miejscach mojej śmierci – moich kompleksach, niemocach, niewiarach, wątpieniach w siebie, w innych w rodzinę, w więzi. To wszystko, co mi zabiera życie. Jak najgłębiej, żeby on to wszystko obmył. Tylko trzeba mu na to pozwolić. Tak można przyjąć ten dar, który powoduję, że stwarzani jesteśmy na nowo. Krzyż jest drogą. To znaczy, że ja się go uczę. To znaczy nie wszystko od razu. … To czego uczy krzyż to że Bóg chce dzisiaj Ciebie znaleźć, chce, żebyś skrócił dystans. Żebyś nie był gdzieś daleko, jak niemy obserwator, jak ktoś, kto się nie angażuje. Nie można się w Boga nie angażować, bo miłość jest zaangażowana.

 12 kwietnia

Niedziela. Pierwszy dzień świąt Wielkiej Nocy. Za oknem jakieś szesnaście stopni Celsjusza, niebo błękitne, słońce świeci gdzieś tam wysoko. A my siedzimy w domu, ostatkiem sił trzymając się zasad akcji #zostańwdomu

Śniadanie było świąteczne, bo moja siostra podrzuciła nam “pod drzwi” żurek, szynkę i inne dobroci produkcji mojej mamy. No to było prawie jak u mamy, tylko, że we trójkę, tak jak wczoraj, przedwczoraj i tak, jak będzie jutro i pojutrze. I pomyśleć, że w ostatnie święta Bożego Narodzenia mówiłam, że fajnie byłoby tak sobie odpocząć od jeżdżenia z wizytą do rodziny. Jeden dzień u moich rodziców, drugi dzień u rodziny Męża, a trzeci dzień w domu na własnej kanapie. To odpoczywamy teraz z tą różnicą, że naszych rodzin nie widzieliśmy już od ponad miesiąca…

13 kwietnia

Poszliśmy na krótki spacer (wokół bloków) i złapał nas deszcz tak, że aż przyjemnie się zrobiło. Cudownie oddycha się takim rześkim, deszczowym powietrzem.

15 kwietnia

Dwa miliony. To dzisiaj liczba zakażonych na całym świecie przekroczyła drugi milion.

Umówiłam się na wizytę u lekarza medycyny pracy, a to oznacza, że powrót do samej pracy coraz bliżej. Po prawie dwóch latach przerwy naprawdę nie umiem się doczekać. I tak dobrze rozumiem wszystkie osoby, które po trzech tygodniach siedzenia w domu z powodu epidemii już nosi i chętnie wróciłyby do swojej. Moja opinia o macierzyństwie to dobry temat na zupełnie odrębny wpis, bo pisząc go zaczęłabym od tego, że kocham swoje dziecko, ale – no właśnie – kocham też swoją pracę.

A w naszej Polsce politycznej aż wrze, bo dzisiaj do sejmu trafia pięć obywatelskich projektów ustaw, w tym ta o aborcji, przeciwko której parę lat temu odbyły się czarne protesty. Dzisiaj nikt nie może protestować na ulicach, dlatego protesty odbywają się online. A mój głos w tej sprawie: jestem za szeroko pojętą edukacją seksualną i za tym, żeby dużo więcej dyskutowano, działano, okazywano pomoc dzieciom niepełnosprawnym i ich rodzinom. Wiele rodzin i emerytów tak naprawdę nie potrzebuje wsparcia w postaci 500+ czy trzynastej emerytury i te środki w dużej części powinny trafić w ręce bardziej potrzebujących.

17 kwietnia

Dzisiaj piątek, więc mój dzień zakupowy i pierwszy obowiązkowo w maseczce. Mamy tylko takie papierowe i hmmm… jest to mega niewygodne. Zaparowały mi okulary, maseczka często zjeżdżała mi z nosa, a w dodatku ciężko się przez nią oddychało. Po dłuższej chwili stania w kolejce (a stać trzeba około trzydziestu minut) zaczynało mnie lekko drapać w gardle i tylko marzyłam o zapakowaniu się do auta i zdjęciu jej jak najszybciej tylko się da. Na samą myśl, że będziemy musieli je nosić jeszcze rok, odczuwam już teraz mocny dyskomfort.

18 kwietnia

Po miesiącu trąbienia o higienie rąk (biorąc pod uwagę, że zawsze o nią dbałam) gdy spotykam kogoś z rodziny, kto w pierwszym odruchu mówi, żebym umyła ręce zanim się przywitam (bo wcześniej byłam w sklepie) jest przykre. Po przemyśleniu jednak sprawy wydaje mi się, że może to moja reakcja nie jest właściwa, bo każdy na swój sposób robi wszystko, by czuć się bezpiecznie. Jedni stosują się do zaleceń bardziej niż się tego wymaga, inni stosują się tyle ile trzeba, a są też tacy, którzy trochę się stosują albo wcale.

Wiem jedno. Powszechny dostęp do tak różnych źródeł informacji bywa zgubny. Szczególnie w obecnej sytuacji, kiedy mamy wysyp fake newsów. Jednocześnie prawie każdy próbuje trochę przegonić drugiego w wiedzy o tym, co teraz należy robić. Niestety, coraz słabiej sami przesiewamy wiadomości (lub coraz rzadziej potrafimy to robić) i przestajemy opierać się na faktach, a przez to czujemy lęk i strach. I tak bardzo się cieszę, że dosyć szybko przestałam śledzić i słuchać każdej nowej informacji, ograniczając się do stosowania zaleceń podanych na stronach rządowych. Dzięki temu nie boję się pójść do sklepu, wyjść na spacer, spotkać kogoś znajomego przy okazji, nie czuję lęku.

20 kwietnia

Poniedziałek. Rząd zaczyna luzować pasy. Dzisiaj otworzyli parki i lasy. Ale jakoś na hura do niego nie pobiegliśmy. Teraz, po kilku tygodniach solidnego siedzenia w domu, kminimy nad własnym sklepem internetowym i rozkręceniem kolejnej działki biznesu w Opowiedziane Kadrem. Trzeba próbować, żeby się przekonać czy damy radę, a kiedy jak nie teraz.

21 kwietnia

Dzisiaj pierwszy raz od ponad dwóch tygodni poszliśmy z Juniorem na spacer po okolicy. Bez spiny, za to w maseczce. Z jednej strony przyzwyczaiłam się do widoku ludzi w maseczkach, z drugiej strony nadal jakoś tak dziwnie… Zaliczyliśmy też wizytę w ZUS-ie, co wygląda tak: otwierasz sobie drzwi dla niepełnosprawnych, czyli bez dotykania klamki, wyznaczony jest kierunek ruchu w przedsionku i po drodze są przygotowane dwa kartonowe kosze na wrzucanie dokumentów. Jeden dla dokumentów standardowych, drugi dla tarczy antykryzysowej. Wychodzisz kolejnymi drzwiami. A za szybą w przedsionku widać, że w środku ciemno i głucho.

23 kwietnia

Jak wygląda teraz wizyta w przychodni? Jak nigdy wcześniej.

Poszłam dzisiaj do przychodni zrobić badania z medycyny pracy. Na drzwiach było przywieszonych mnóstwo kartek, wśród których doczytałam, że wchodzi się pojedynczo, ale nie doczytałam, że trzeba zadzwonić. Chwyciłam za klamkę, ale okazało się, że drzwi są zamknięte. Po chwili otworzyła je kobieta, domyślam się, że pielęgniarka, ubrana w fartuch chirurgiczny, maseczkę, duże plastikowe okulary i przyłbicę. Po wpuszczeniu mnie do środka poprosiła o dezynfekcję rąk, zmierzyła temperaturę i zrobiła szczegółowy wywiad. Dopiero po tym mogłam podejść do recepcji, stanąć przed wyznaczoną taśmą linią, by znaleźć wzrokiem recepcjonistkę siedzącą za kolejną osłoną z pleksi. Dwie wizyty w okulistki i lekarki medycyny pracy przebiegły dosyć szybko. Dlaczego? Bo badania są mocno okrojone. Pani okulistka zapytała o wadę wzroku, a badanie polegało na przeczytaniu tablicy z literami. Właściwie w gabinecie nie zrobiłam więcej niż dwa kroki – usiadłam na krześle zaraz obok drzwi, a tablicę odczytywałam stojąc przy drzwiach. Lekarze oczywiście również mają maseczki, rękawiczki i siedzą za pleksą. Dobrze, że zachowane wszystkie możliwe środki ostrożności, a wizyty przebiegają ekspresowo. Z drugiej strony brak wizyt u lekarza, okrojony zakres badań, porady telefoniczne sprawią, że za jakiś czas przychodnie zawalone będą kolejkami pacjentów, którzy z różnych powodów nie przyszli w czasie pandemii.

24 kwietnia

Dzisiaj odwiedziliśmy moich rodziców, przy tym wykorzystując ładną pogodę i spędzając cały dzień na podwórku (tak, jestem Ślązaczką i wychodzę z domu na podwórko;) Dystans zachowany tak bardzo, że gdy przyjeżdża brat taty złożyć mu życzenia urodzinowe, to nie wychodząc z auta składa mu je przez otwartą szybę. I przy okazji opowiada historię, jak to w lokalnej gazecie napisano, że odbył się pogrzeb mojego wujka, któremu towarzyszył tłum ludzi. Pogrzeb się nie odbył, tłumów nie było. Ale nie to jest w tym wszystkim smutne. Bo smutne jest to, że zamiast jednoczyć się w tych trudnych dla wszystkich czasach to jeden zaczyna oskarżać drugiego, kto pierwszy przyniósł koronę do ich małego, spokojnego miasteczka.

26 kwietnia

Od 3 kwietnia minęły 23 dni i dopiero dzisiaj wyruszyliśmy na długi spacer w lesie w Rudach Raciborskich. Uff, jak dobrze, że w lesie nie trzeba nosić maseczek i można oddychać pełną piersią. Bardzo nam tego było trzeba. Na parkingu aut było sporo, ale na leśnych ścieżkach nie było widać tłumów, wszyscy rozeszli się po ogromnym terenie. Dlatego nadal uważam, że bezzasadne było zamykanie lasów trzy tygodnie temu.

27 kwietnia

Trzy miliony. To dzisiaj liczba zakażonych na całym świecie przekroczyła trzeci milion.

Pierwszy wpis w tym miesiącu był o pierwszym milionie. Wow.

30 kwietnia

Jutro zaczyna się pierwszomajowy weekend. Dlatego dzień zakupowy w tym tygodniu wypadł mi w czwartek. W związku ze zmianą obostrzeń w sklepach muszę przyznać, że chyba wolałam te kolejeczki przed drzwiami niż ten dziki tłum ludzi w środku sklepu. Jakoś tak spokojniej robiło się zakupy i bez pośpiechu mogłam je wyładować na taśmę, spakować i zapłacić. Pamiętam jak kiedyś złożyłam – chyba pierwszą i jedyną w moim życiu – reklamację na obsługę. Otóż kiedyś w Lidlu zanim spakowałam swoje rzeczy pani sprzedająca już zaczęła cisnąć z kasowaniem zakupów kolejnego klienta. Strasznie wkurzał mnie ten pośpiech. Zawsze tylko szybko, szybko, bo już kolejny klient czekał. Jak zawsze – wszystko ma swoje plusy i minusy. Ogólnie dobrze było “zwolnić” w tym pędzie życia.

 

 

 

 


Warning: Cannot assign an empty string to a string offset in /home/server987836/ftp/migracja/malutkaposwojemu.pl/wp-includes/class.wp-scripts.php on line 426