Robię to po swojemu

Dlaczego ćwiczę w domu?

Photo by Bruno Nascimento on UnsplashPhoto by Bruno Nascimento on Unsplash

Ćwiczę w domu.
Niektórych to bawi.
Inni mówią, że wolą siłownię.
Jeszcze inni zarzekają się, że wystarczy im tylko bieganie lub jazda na rowerze. 
Istnieje jednak kilka powodów, dla których trenowanie w domu może być bardzo fajne. Podzielę się swoimi.

Tanio i wygodnie

Właściwie to nic mnie to nie kosztuje. Nie muszę podpisywać umowy na 6 lub 12 miesięcy. Nie potrzebuję karnetu, którego czasem mogę nie wykorzystać w całości. Nie obawiam się, że jak nie przyjdę na zajęcia to przepadnie mi kasa. Wystarczy komputer, dostęp do internetu albo gazeta z ćwiczeniami, np. Women’s Health. Do ćwiczeń przyda się też mata, butelka woda i dobre buty (może być to śmieszne, ale ja zawsze przybieram się w strój sportowy włącznie z butami do fitnessu).
I najważniejsze w tym wszystkim jest to, że sama sobie ustalam, kiedy zrobię trening. Rano przed pracą czy wieczorem, jeżeli w ciągu dnia mam tysiące spraw do załatwienia. Nie tracę też dodatkowego czasu na dojazd i powrót z klubu.

Moje treningi

Kiedyś chodziłam na aerobic do klubów fitness. Jednak z czasem zauważyłam, że jest mało efektywny – rzadko czułam po nim zmęczenie. Do tego zajęcia przeważnie były bardzo do siebie podobne – układ taneczny plus parę ćwiczeń na wzmocnienie. Wiem, że tak było dawno temu i teraz jest pewnie inaczej. Jest przecież cross fit, są trenerzy personalni, zajęcia bywają urozmaicone, grafik zajęć zawiera wiele ciekawych propozycji. Jednak dzięki ćwiczeniom w domu mogę sama wybrać jaki trening chcę zrobić w danym dniu. Czasem trudno dostosować się do z góry narzuconego planu. Przychodzą też dni, kiedy czujemy się gorzej, chcemy trochę odpocząć, ale nie odpuszczać treningu. Wtedy można szybko poszukać czegoś, co będzie odpowiadało naszemu samopoczuciu.

Który trening wybrać?

Wszystko zależy od upodobań i stopnia zaawansowania. Zanim zacznie się trenować warto przejrzeć, które treningi na prawdę ci odpowiadają. U mnie na początku była Ewa Chodakowska. Potem powoli zaczęłam odkrywać niezliczone zasoby na YouTube. Przewinęła się Mel B czy Jillian Michaels. Niektóre treningi były łatwiejsze, inne trudniejsze. Teraz właściwie ćwiczę tylko z dwoma trenerkami: Martą z Codzienniefit i Olą – Sportsmamą.

Codziennie fit

Marta z Codziennie fit to nie tylko świetny trener, z rewelacyjnymi filmami na YouTube. Martę uwielbiam za całokształt. Wiele się od niej nauczyłam o odżywaniu, o dopasowaniu treningów, o życiu sportowca. Często korzystam z jej przepisów kulinarnych, a jej książkę przeczytałam jednym tchem. Wszystkie treningi na YouTube Marta zawsze omawia, dba o to, aby dobrze wykonywać ćwiczenia. Do tego wszystkiego jest bardzo aktywna na swoim blogu, na którym znajduje się mnóstwo ciekawych artykułów i porad (w końcu to z jej polecenia kupiłam swoje pojemniki szklane na żywność, o których pisałam tu). Widać w Marcie pasję, którą zaraża innych i przez to ja sama chcę wiedzieć więcej i więcej. Bardzo polecam!

Sportsmama

Mamą jeszcze nie jestem, ale ćwiczyć z Olą mogę:) Ola daje wycisk w swoich treningach. I to bardzo lubię. Bo kiedy ćwiczy się już jakiś czas, organizm czuje się na tyle dobrze wydolnościowo, że stać go na więcej. I to właśnie dają treningi z Olą. Są intensywne i urozmaicone. Ale nie tylko. Ola ma imponującą ilość filmów z treningami dla każdego: początkujących, kobiet w ciąży, zaawansowanych, ćwiczeń z obciążeniami, wzmacniającymi czy na całe ciało.
Sportsmama od pewnego czasu prowadzi też transmisje live na Facebooku. Co prawda rzadko ćwiczę „na żywo”, ale często korzystam z nich potem. I chociaż łatwiej znaleźć trening na YouTube, nie mniej jednak baza filmów na Facebooku jest warta dłuższego przeszukania. Można też ćwiczyć na bieżąco, np. to co wieczór wcześniej było na treningu live. W ten sposób plan treningowy układa się sam. Ola dba o to, aby treningi się nie powtarzały. Plusem jest również to, że wykorzystuje w nich dodatkowe obciążenia – hantle czy kettleball.

Są też i wady

Numer 1: zdrowie. Przede wszystkim czy ćwiczy się w domu czy na siłowni trzeba pamiętać o technice wykonywania danego ćwiczenia. Jest to o tyle ważne, bo łatwo można sobie zrobić krzywdę i nabawić się jakiejś kontuzji. Szczególnie wtedy, gdy nikt inny nie sprawdzi tego jak robimy dane ćwiczenie i nie poprawi techniki ich wykonywania. Świetnym rozwiązaniem jest ćwiczyć przed lustrem, ale nie każdy ma taką możliwość. Dlatego warto robić mniej powtórzeń albo wolniej, za to dokładniej.

Numer 2: przyrządy do ćwiczeń. Oczywiście można ćwiczyć bez dodatkowych przyrządów. Z czasem jednak ćwiczenia bez obciążeń stają się dla nas mało męczące i aż chce się dać z siebie więcej. W klubie dostępność przyrządów do ćwiczeń jest ogromna. We własnym domu już niekoniecznie. Jeżeli chce się przeznaczyć dodatkowe fundusze na zrobienie sobie małej mini-siłowni to na pewno warto kupić parę hantli, roller, gumę powerband czy kettla. Czasami można załapać się na promocję w supermarkecie i kupić coś po okazyjnej cenie (ja tak kupiłam kettla w Lidlu). Nie trzeba też mieć wszystkiego od razu. Za to na pewno przyda się jakieś dodatkowe miejsce w domu..:)

Numer 3: motywacja. Bo gdy już kupi się ten karnet na siłownie to daje to kopa, żeby ruszyć tyłek z kanapy. W końcu lepiej nie żałować wydanych pieniędzy za które można było sobie kupić nową sukienkę czy modne spodnie. Zapłaciłaś to chodź. Na siłownię można też pójść od razu po pracy, bez wchodzenia do domu i narażenia się na ryzyko wymówek. No właśnie…
Gdy się decyduje na ćwiczenia w domu to trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia i motywacji. Przynajmniej na początku, bo z czasem organizm na tyle się przyzwyczaja, a ciału na tyle się to podoba, że ćwiczenia dają już tylko przyjemność i samemu się chce. Z motywacją jednak bywa różnie, dlatego lepiej ustalić sobie plan działania albo nauczyć się jak sobie radzić w samodyscyplinie. A to już temat rzeka na kolejny raz.

Wbrew pozorom w domu nigdy nie ćwiczysz sama. Zawsze po drugiej stronie monitora jest osoba, która dodaje Ci sił i motywacji, żeby dać z siebie więcej. A podobno ciało może więcej niż nam się wydaje:)

malutka