#fotografia

Bullet journal

Jak zaplanowałam luty w Planerze Pełnym Czasu

views
113

Od grudnia zeszłego roku planuję z @Panią Swojego Czasu. Nie bez powodu tak właśnie się stało. Przede wszystkim Ola Budzyńska to cudowna kobieta, która w poniedziałki przy kawie przekazuje dużą dawkę dobrej energii na początek tygodnia 🙂 Motywuje do działania i jest inspiracją dla wielu kobiet, prowadzi świetnego bloga i grupę na Facebooku. Druga sprawa, o której pisałam już przy okazji planowania roku – o właśnie tutajPlaner Pani Swojego Czasu pozwala mi zagospodarować przestrzeń po swojemu. I to jest dla mnie ważne.

Robię to po swojemu

PS czyli PoSwojemu #2/2018

views
40

Samodyscyplina ma u mnie wykres sinusoidalny. Są dni, kiedy moje zaangażowanie i motywacja są na wysokim poziomie. Wtedy robię wiele różnych rzeczy i realizuję założone cele. A potem przychodzą dni, kiedy nic mi się nie chce. Nawet wstanie z łóżka jest wtedy trudniejsze. Ostatni tydzień na szczęście na moim wykresie sinusoidalnym uplasował się na górze.

Bullet journal

Cele i marzenia zawsze spisz na kartce papieru

views
58

Zdziwiłam się mocno, kiedy zobaczyłam cele, które spisałam na początku 2017 roku. A potem usłyszałam Michała z jakoszczedzacpieniadze.pl w podcaście Jak przygotować plan roczny i dobrze określić cele, w którym mówi między innymi o tym, że cele muszą być spisane na papierze.
I w moim przypadku faktycznie się to sprawdziło. Chyba nabierają one wtedy jakiejś innej mocy 🙂

Podróże po mojemu

Październikowy urlop nad Bałtykiem

views
105

Nigdy nie umiałam wypocząć w zatłoczonym miejscu w szczycie sezonu. Dlatego wyjazd w góry i nad morze najbardziej udaje mi się poza sezonem. Z górami bywa trudniej, bo tam sezon może trwać i cały rok. Jednak nad polskie morze jesienią czy zimą wybiera się już niezbyt wielu turystów. Jeżeli tylko nie tęskni się za temperaturą powyżej dwudziestu pięciu stopni i plażowaniem przez pół dnia to jest to idealny wybór na krótkie wakacje jesienią. Puste plaże, niskie ceny i niezatłoczone drogi.

Podróże po mojemu

Krótki trip do Oslo. Norwegia #1

Aker Brygge
views
546

Miasto elektrycznych samochodów. Miasto, gdzie latem dzień jest bardzo długi, a zimą bardzo krótki. Miasto, w którym powietrze jest o wiele lżejsze niż w środkowowschodniej części Europy. Miasto, w którym zanim kupisz kawę w centrum być może jeszcze się zastanowisz czy na pewno masz na nią ochotę. I tylko w tym mieście mogłam razem z M. trafić na najlepszych przewodników ever.

Zapraszam do Oslo

Robię to po swojemu

Moje fotograficzne fascynacje

camEras
views
212

Follow my blog with Bloglovin

Bezpośredniość, prostota, naturalność – to słowa które najlepiej oddają charakter zdjęć Vivian Maier. Jej twórczość odkrył młody chłopak John Maloof, kiedy zupełnie przypadkowo w 2007 roku kupił na aukcji pudło negatywów za około 400 dolarów. Przygotowywał wtedy pracę o Portage Park i szukał fotografii przedstawiających właśnie tę dzielnicę. W zakupionym pudle nie znalazł jednak zdjęć, które by mu pomogły w napisaniu pracy. Za to było to ciekawe archiwum zupełnie nieznanej fotografki…

 

Vivian Maier urodziła się w Nowym Jorku w 1926 roku. Większość swojego życia mieszkała sama, nie utrzymywała kontaktu z  rodziną. Nie ukończyła szkoły fotograficznej, sztuki nauczyła się sama. Pierwsze swoje zdjęcia, we Francji, realizowała aparatem Kodak Brownie. Miała wtedy czuwać nad sprzedażą majątku ciotki. Zamiast tego zajmowała się fotografowaniem wioski, znajomych, okolicy. Po powrocie do Nowego Jorku fotografowała głównie krajobrazy, czasem portrety. W ogóle nie wychodziła na ulicę. Wszystko się zmieniło, kiedy otrzymała Rolleiflexa, którym mogła robić zdjęcia ukradkiem. Trzymała go na pasku zawiązanym na szyi, w wizjer zaglądała od góry, dzięki czemu mogła zrobić dyskretne zdjęcia z małego dystansu. Do tego w Rolleiflexie format zdjęć był kwadratowy. To wszystko pozwoliło jej odkryć to, co ją najbardziej interesowało.

Vivian przez większość swojego życia opiekowała się dziećmi. Pracowała u rożnych rodzin, a to pozwalało jej nie mieć stałego adresu. Była typem samotnika i żyła skromnie. Spędzała czas z dziećmi lub zupełnie sama. Nie miała przyjaciół i nie chciała być rozpoznawalna. Różnie się podpisywała: „Maier”, „Meier”, „Mayer” albo „Meyers”, wymyśliła sobie również francuskie pochodzenie i używała obcego akcentu. Każda z rodzin, u której pracowała, mówiła do niej inaczej. Sama wybierała czy to będzie „Viv”, „Vivien”, „Miss Meier” czy „Miss Meyers”. Miała też swój sposób wychowywania dzieci. Często zabierała je na długie spacery, bo to pozwalało jej na robienie zdjęć np. w mrocznych dzielnicach.

Jedna z rodzin, u której mieszkała (rodzina Gensburgów) zapewniła jej bardzo dobre warunki pracy – miała swój własny pokój z łazienką, w której zrobiła sobie ciemnię. U żadnej innej rodziny nie miała takich warunków, dlatego to tutaj wywołała większość swoich zdjęć. Wszystkie zarobione pieniądze przeznaczała na zakup filmów i potrzebnego sprzętu fotograficznego. Kolekcjonowała też różne rzeczy, w tym ubrania typowo kobiece jak sukienki i kolorowe dopasowane koszule. Chociaż sama takich nie nosiła. Swoim ubiorem i sposobem bycia wtapiała się w tłum. Dbała o siebie, ale nie starała się być ładną. Nie akcentowała swojej sylwetki i nie robiła sobie makijażu. Nosiła męskie koszule oraz spódnice za kolana, buty przypominające męskie oficerki i często filcowy beret. Bardziej maszerowała niż chodziła. Jej płaszcz na chłodne dni nie podkreślał jej figury. Fryzura również należała do prostych. Miała krótkie włosy, które zaczesywała na bok i do tyłu.

Self-Portrait; October 18, 1953, New York, źródło: http://www.vivianmaier.com/gallery/self-portraits#slide-6

Lubiła oglądać ludzi w codziennych sytuacjach, a wręcz ich „podglądać”. Na zdjęciach pokazywała najczęściej to jak zachowują się w rożnych sytuacjach: kiedy rozmawiają, kłócą się, zajmują się rożnymi zajęciami. Często robiła też fotografie dzieciom lub dziecięcym nóżkom, które próbowały nadążyć za mamą, nianią albo rodzeństwem. Nigdy nie podejmowała rozmowy z osobą, którą fotografowała, a pomimo tego jej zdjęcia są bardzo precyzyjne, wyglądają na takie, jakby dana osoba jej pozowała. Ważne były dla niej kontrasty społeczne, bo lubiła na zdjęciach porównywać v. Często biedę z bogactwem. Fotografowała też samą siebie. Robiła to w odbiciach w witrynach sklepów, w kałużach, w samochodowych lusterkach, felgach, w lustrze. Bardzo często fotografowała też swój cień, który był rzucony na chodnik, ulicę czy piasek nad jeziorem.

Self portrait, undated, źródło: http://www.vivianmaier.com/gallery/self-portraits/#slide-7
Self portrait, undated, źródło: http://www.vivianmaier.com/gallery/self-portraits/#slide-7
Self Portrait, 1955, źródło: http://www.vivianmaier.com/gallery/self-portraits/#slide-13
Self Portrait, 1955, źródło: http://www.vivianmaier.com/gallery/self-portraits/#slide-13

W 2007 roku John Maloof skupił pozostałe pudła na aukcji i rozpoczął śledztwo w poszukiwaniu autorki zdjęć. Udało mu się to dopiero w 2009 roku, kiedy odnalazł kopertę ze sklepu fotograficznego podpisaną „dla Vivian Maier”. Dzięki poszukiwaniom w Internecie okazało się, że umarła w tym samym roku. Potem udało mu się też odnaleźć na jednym z pudeł adres rodziny, u której pracowała. Efektem tych wszystkich poszukiwań jest nakręcony razem z Charliem Siskiel film dokumentalny „Szukając Vivian Maier” (2013). To ciekawa historia, którą bardzo Wam polecam.

A.

Bibliografia
Szukając Vivan Maier, J. Maloff, Ch. Siskel, USA 2013

Robię to po swojemu

Wiosenne przebudzenie

W lesiefoto: opowiedzianekadrem.pl
views
116

Aż chciałoby się napisać ”Drogi blogu, dawno mnie tu nie było..”.. Tak się złożyło, że poza moim byciem na blogu, pierwsze miesiące roku minęły mi intensywnie. Przeczytałam kilka książek, odwiedziłam ortopedę i fizjoterapeutę, i zaczęłam sobie powoli biegać. Szału nie ma, ale ze swoich pierwszych pięciu kilometrów zrobionych w czterdzieści minut byłam bardzo dumna. Aby biegało się lżej włączyłam również zbilansowaną dietę. Muszę przyznać, że to pierwszy raz, kiedy udało mi się zrealizować parę swoich postanowień około noworocznych. A do tej listy dzisiaj dokładam coś nowego.