Robię to po swojemu

PS czyli PoSwojemu #3/2018

Kiedyś w ogóle nie było o tym mowy. Może jakaś zmiana na większe. Tak o jeden pokój. Człowiek jednak dojrzewa do pewnych decyzji i zmienia zdanie po czasie. Pora na marzenia o własnym domu.

Wychowywałam się w małym mieście, pięknie położonym wśród lasów i stawów. Blisko natury. I może wtedy tak bardzo tego nie doceniałam, ale byłam wdzięczna. Kochałam jazdę na rowerze przez lasy i na naszą „małą plażę’. Zjeżdżanie na sankach z „Anusinej” czy „Ptasiej” (tak, tak, każda dobra górka do jazdy na sankach miała swoją nazwę:). Spotykanie ze znajomymi na pobliskim boisku czy zabawy na placu.

Nigdy nie mówiłam, że życie w bloku jest gorsze. Na studiach szybko przyzwyczaiłam się do takiego mieszkania. Wtedy mi nawet bardzo pasowało – mało sprzątania, jedzenie w słoikach od rodziców, kieszonkowe na jakieś dodatkowe wydatki 🙂

Życie w mieście ma swoje plusy. Blisko do pracy, szkoły, na dodatkowe zajęcia, chociażby angielski. Nawet wielkość mieszkania nie stanowi problemu. Ciasne, małe, ale własne:) Jednak w mojej głowie ciągle zakotwicza się obrazek, w którym wychodzę na taras z domu, pięknie położonego blisko lasu, wokół dużo zieleni i śpiewające ptaki, z kubkiem świeżo zapalonej kawy i otuleni kocem wypijamy ją spokojnie wśród tej błogiej ciszy. O tak! Warto jest marzyć i spełniać to 🙂 Nie bójmy się być odważni.

Miłej niedzieli!

malutka