LifestylePoSwojemu

PoSwojemu: październik 2018

To zupełnie nowa seria na moim blogu, do którego tchnęła mnie Kasia z @worqshop. Myślę, że to świetny pomysł na chwilę refleksji nad tym, co się wydarzyło w naszym życiu w ostatnim czasie. Dlatego, co prawda z małym opóźnieniem, ale zaczynamy. Zapraszam na październikowe Tu i Teraz.

Myślałam, że to właśnie październik będzie dla mnie taki przełomowy i w końcu z pełną parą i odpowiedzialnością wrócę do regularnego bycia tutaj. Przyznam, że w moim życiu tyle się działo od początku lipca, że aż w pewnym momencie zastygłam i nie potrafiłam zrobić kroku do przodu. Piękne momenty bycia w stanie błogosławionym przeplatały się z tymi trudnymi. A niestety, kiedy moją głowę zaprzątają różne dziwne myśli to nie potrafię skupić się na niczym innym. Przyszedł listopad i teraz coraz częściej staram się odstawiać na bok to wszystko, co negatywnie wpływa na mój nastrój, by móc nacieszyć się wszystkimi pięknymi chwilami związanymi z zostania przyszłą mamą <3

SŁUCHAM Mozarta! Przeważnie to jedna i ta sama płyta, chociaż pewnie wygrzebałabym też coś innego na YouTube lub Spotify. I chyba zostanę z taką muzyką na dłużej, bo niesamowicie mi się podoba. A zaczęło się od pewnej rady, która była o tym, że maleństwo w brzuchu mamy jest szczególnie wrażliwe na spokojne i harmonijne utwory. Stąd warto słuchać Mozarta, Vivaldiego lub Czajkowskiego, bo ich kompozycje poprawiają rozwój układu nerwowego i prawdopodobnie zapobiegają mikrouszkodzeniom komórek nerwowych podczas porodu. Nawet i mi to na dobre wyszło, bo przy takiej muzyce świetnie mi się pracuje nad nowym tekstami lub czyta książki.

CZUJĘ SIĘ promiennie 😉 Może to ta piękna jesienna pogoda za oknem nastraja mnie tak dobrze. Ale nie będę też ukrywać, że w trudnych chwilach pomogła mi wiara i modlitwa. I tak już codzienna modlitwa ze mną została, od której właściwie zaczynam poranek. To dla mnie chwila wdzięczności i zadumy, myślenia o dobroci i pozytywach na rozpoczynający się dzień.

JESTEM WDZIĘCZNA za mojego męża <3 Za te krótkie i te długie rozmowy, za każdy uśmiech, za dodawanie otuchy i pomoc, za to, że zawsze mogę na niego liczyć, za miłość. I za to, że tak dobrze nam razem 🙂

CHCIAŁABYM być bardziej aktywna. Już teraz staram się znaleźć czas na chwilę gimnastyki, co wpływa dobrze na mój nastrój i na pewno też na nastrój dzidziusia. Skupiam się na treningach oddechowych i mięśniach dna miednicy, których trening jest ważny nie tylko dla kobiet w ciąży, ale po prostu dla kobiet. A dzięki krótkiej gimnastyce ogólnej nie odczuwam tak mocno bólu pleców. Cieszę się, że mogę ćwiczyć, bo zawsze lubiłam być bardzo aktywna. I trochę z zazdrością teraz patrzę na moich znajomych z pracy, którzy co chwilę pokazują zdjęcia z tras biegowych. Kto wie, może za rok też będę śmigać tak, jak oni 😉

PRACUJĘ NAD byciem lepszą wersją siebie… w kuchni. Nie jestem dobra w te klocki i nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam spędzać czasu w kuchni i pichcić. Dlatego każde przygotowane (i przede wszystkim dobrze doprawione) przeze mnie dane tak bardzo cieszy 😉 Najgorzej jest mi ułożyć jakiś plan obiadów na najbliższe dni, bo gdy już coś sobie zaplanuję i nawet zrobię odpowiednie zakupy to wtedy plan zaczyna się sypać. Bo albo wypada nam wizyta u teściowej lub mojej mamy, albo spędzamy cały dzień poza domem i jemy ostatecznie na mieście, albo dostajemy jedzenie do domu i plan przestaje mieć sens. Ale wiem, że warto ciągle próbować, bo dobra organizacja w kuchni zaprocentuje w przyszłości.

CIESZĘ SIĘ, że w końcu udało mi się tu wrócić:) I że w głowie mam pełno pomysłów na nowe wpisy. Mam nadzieję, że nie stracę zapału do robienia nowych zdjęć (w końcu zdążyłam ostatnio się rozstać i na nowo pogodzić z Instagramem, o czym więcej tutaj) i do spisania tego, co w głowie mi siedzi.

UCZĘ SIĘ ciągle i ciągle angielskiego. Eh! Nigdy nie byłam dobra w językach obcych. Może to mój słomiany zapał do nauki, chociaż chęci jest zawsze dużo. I teraz też. Dlatego, aby dobrze to zrobić rozpisałam sobie harmonogram na najbliższe tygodnie i korzystam z dobroci YouTube i podcastów. Dzięki temu mogę się osłuchać z wymową i poćwiczyć mówienie przez powtarzanie, a przy okazji nauczyć się też nowych zwrotów i wyrazów. Bardzo polecam taką formę do samodzielnej nauki w domu.

CZYTAM książki z biblioteki. Czasem uda mi się znaleźć takie pozycje, które polecają bookstagramerki lub Ania z bloga @pannaanna. A jeżeli nie to zabieram ze sobą to, co po przeczytaniu krótkiego opisu z tyłu książki wydają się być ciekawe. Moje krótkie polecajki pojawią się  już niedługo na blogu. Będzie na pewno o dwóch książkach Iana McEwana oraz Zygmuncie Miłoszewskim, którego powieść mocno mnie zaskoczyła.

OGLĄDAM seriale na player.pl, czyli TVN-owskiej telewizji internetowej. Ich produkcje ostatnio nas pochłonęły i muszę przyznać, że są rewelacyjne. Odcinki Pułapki czy Pod powierzchnią oglądaliśmy jeden za drugim – wszystkie, które były już dostępne. Jeżeli nie macie pomysłu na jesienny wieczór to dwa seriale są godne polecenia.

CZEKAM NA moje pierwsze zakupy wyprawkowe. Już powoli tworzy się lista, a ja przeglądam parentingowe blogi, żeby kupić tylko to, co faktycznie jest niezbędne. Wiele rzeczy dostaniemy w spadku po dzieciach moich sióstr i przyjaciół, ale pozwolę sobie też na małe szaleństwa i kupię parę rzeczy (najlepiej polskich marek), które po prostu mi się podobają.

A jak Wam minął październik? Czy ta przepiękna złota polska jesień również Was tak dobrze nastraja? Podzielcie się swoimi przemyśleniami, o tutaj.

Agnieszka