LifestylePoSwojemu

PoSwojemu: listopad 2018

To dopiero mój drugi tekst z serii Tu i teraz, ale nie umiałam się doczekać aż siądę przed laptopem, żeby go napisać. Taka dobra chwila na refleksję, a może i przemyślenie tego, co można zmienić, zaplanować inaczej lub na nowo. Po tym krótkim wstępie zapraszam na listopadowe Tu i Teraz.

SŁUCHAM Nadal muzyki klasycznej. I o matko! Nie sądziłam, że tak się wkręcę. Ostatnio odkryłam Vivaldiego i porywa mnie bardziej niż Mozart. Myślę, że ciąża się skończy, a ich utwory nadal ze mną zostaną. No i tak jak w październiku, nadal świetnie mi się pisze nowe teksty i uczy, słuchając takiej harmonijnej melodii. Chociaż już za rogiem grudzień, więc Mozart i Vivaldi będą musieli odstąpić trochę miejsca Last Christmas 😀

CZUJĘ SIĘ Listopad zawsze kojarzył mi się pochmurnie i do tej pory to był miesiąc, w którym najszybciej łapała mnie chandra. Nie wiem co w tym roku się takiego stało, czy to przez sprzyjającą pogodę i temperaturę za oknem, czy może jeszcze przez coś innego, ale tym razem listopad to dla mnie jeden z łaskawszych miesięcy. A może dużo więcej wolnego czasu pozwala mi się lepiej zorganizować. I wiem, że nie będzie tak zawsze, dlatego czerpię radość z tego co tu i teraz.

Może dobremu samopoczuciu sprzyja jeszcze coś innego 😉 Nie przypuszczałabym, że takim niesamowitym uczuciem są ruchy dziecka, które czuję już od ponad miesiąca. Na początku były takie niewinne, jakby motyl trzepotał swoimi skrzydłami. A niedługo potem zamieniło się to w małe kopniaczki. I absolutnie nie przeszkadza mi to, że najwięcej kopie wieczorem, a szczególnie wtedy kiedy położę się w łóżku i myślę powoli o zaśnięciu. Myślę, że to najpiękniejsze momenty w całej ciąży, gdy maluteńkie ciałko rusza się w środku brzucha i daje o sobie znać <3

JESTEM WDZIĘCZNA za to, że mam tyle czasu na czytanie książek. Myślę, że wieczorne czytanie książek oraz w każdej wolnej chwili weszło mi już w krew. Wolę tak spędzać też czas przed snem, odłożyć telefon i inne elektroniczne urządzenia i spędzić ten czas relaksując się historią kolejnej książki. Coraz więcej mówi się w internecie o tym, że zbyt wiele czasu spędzamy przede wszystkim w mediach społecznościowych, dlatego tym bardziej warto wrzucić od czasu do czasu tryb #offline.

CHCIAŁABYM w końcu rozpisać wyprawkę i zacząć powoli ją kompletować. Miałam już to zrobić w tym miesiącu, ale nie udało się. Wiem już, co mniej więcej chciałabym kupić i co potrzebuję. Nie chciałabym jednak, żeby coś mi umknęło, a coś kupiła niepotrzebnie. Dlatego wyprawka ma już swoje miejsce w moim bullet journal i tylko czeka na wypełnienie.

CIESZĘ SIĘ że wrócił mój entuzjazm do blogowania 🙂 Dzięki temu nie tracę motywacji do spisania tego, co mi przyjdzie do głowy. I chociaż nie skupiam się na promowaniu tekstów w mediach społecznościowych, to i tak posiadanie tej swojej przestrzeni w blogosferze bardzo mi odpowiada.

UCZĘ SIĘ dobrej organizacji czasu. Wiem, że nie mogę planować za bardzo do przodu, bo to nigdy się nie sprawdza. Zawsze wypadnie jakieś spotkanie, wizyty, badania, które burzą każdy inny plan. Organizuję sobie czas na maksymalnie 5 dni do przodu. Chcę zrealizować założone cele z angielskim i ćwiczeniami fizycznymi, więc je rozpisuję zawsze w ten sposób. I na razie udaje mi się tego trzymać. Wiem, że jak już pojawi się bejbik na świecie to świat wywróci się do góry nogami. Dlatego dobre nawyki wolę wypracować wcześniej z nadzieją, że potem będzie mi łatwiej je kontynuować.

CZYTAM tylko to, co uda mi się złapać w bibliotece. Czasem wyszukuję jakichś konkretnych tytułów – często to są też nowości – z nadzieją, że się uda. Ostatnio po raz pierwszy sięgnęłam po książkę Zygmunta Miłoszewskiego i byłam miło zaskoczona. Oczywiście w listopadzie była też kolejna książka Erica Emmanuela-Schmitta – mojego ulubionego autora. Więcej o tym już niedługo w nowej serii na blogu: Znalezione w bibliotece.

OGLĄDAM angielski program o sztuce Fake or fortune?, którego prowadzący starają się odnaleźć dokumentację i historię wybranego dzieła. Efektem ich starań jest potwierdzenie, że dany obraz jest autentykiem, wartym wiele tysięcy funtów lub podróbką – obrazem nic nieznaczącego autora. To świetna odmiana i zasłużona przerwa w oglądaniu seriali kryminalnych. Dlatego cieszę się, kiedy udaje nam się odnaleźć takie perełki.

CZEKAM z niecierpliwością na grudzień  Myślę, że potrzebuję takiego świątecznego nastroju i liczę, że ten miesiąc nie minie mi zbyt szybko. Z moim mężem nigdy nie wpadamy w szał zakupów przedświątecznych, ponieważ obdarowujemy tylko najmłodszych w rodzinie. Ale pomimo tego będą pierniczki, zapalone lampki, zimowe spacery z kawą, długie wieczory przy książkach. O tak, tego mi trzeba <3

A jak Wam minął listopad? Podzielcie się swoimi przemyśleniami, o tutaj.

Agnieszka