Dokumentowanie wspomnieńLifestyle

Niecodzienny dziennik z czasów zarazy. Marzec 2020

Zaproszenia

Wydarzenia tego miesiąca, różne emocje, plany, rezygnacja, łzy, zdezorientowanie, nowa rzeczywistość, inny świat. Nie przypuszczałabym kiedyś, że w ciągu miesiąca tak wiele może się zmienić (1 kwietnia 2020)

1 marca

Jest niedziela, a ja powoli przygotowuję się do pierwszych urodzin Juniora, które już za dwa tygodnie. Mąż zadzwonił do swojego dziadka upewnić się, czy na pewno nie chce przyjechać na imprezę urodzinową. Odpowiedział mu, że zdecydowanie nie, dodając, że wirus szaleje i nie będzie nigdzie jeździł. Trochę nas zdziwił ten argument. Przecież u nas jeszcze go nie ma i na razie nie widać, żeby się jakoś szczególnie ktoś tym przejmował.

Z drugiej strony już od dłuższego czasu docierają do nas informacje o szerzeniu się epidemii w różnych krajach na całym świecie. Aż trudno mi uwierzyć, że tak szybko wirus dotarł do Europy i w takiej skali zaczął się dynamiczne panoszyć po Włoszech. Mówią, że koronawirus zaraża szybko, ale wiele osób może przejść go bezobjawowo będąc nosicielami i nieświadomym niebezpieczeństwem, szczególnie dla tych, którzy mają osłabioną odporność. Jasne, myślałam o tym, że wirus będzie i u nas obecny, ale myślałam też, że nie dotknie nas to na tyle mocno. W końcu SARS w latach 2002-2003 przyczynił się do 800 zgonów, a największy z nim problem miały kraje azjatyckie. W latach 2009-2010 dużo mówiło się o świńskiej grypie, ale głównie dotyczyło to wstrzymania importu artykułów spożywczych, które mogły być źródłem zakażenia. Na grypę, a raczej na powikłania pogrypowe, co roku umiera wiele osób. Jednak teraz to wszystko wygląda jakoś dziwnie inaczej….

3 marca

To niesamowite jak piękne są „puste” Włochy! Pomyślałam tak sobie dzisiaj, oglądając insta stories u jednej z polskich blogerek podróżującej po całym świecie, czyli Agnieszki Trolese z bloga Taste&Travel. Widok pustego placu św. Marka, pustych mostów, chodników, kanałów wręcz zapiera dech w piersiach. Włochy ewidentnie odpoczywają teraz od tupotu nóg turystów odwiedzających ich tłumnie każdego roku.

4 marca

Właśnie media podały informację o pierwszej osobie w Polsce z pozytywnym wynikiem testu na koronawirusa. No to mamy już to teraz oficjalnie u nas, chociaż pewnie nieoficjalnie wirus już gdzieś u nas krążył przed pacjentem zero. Ciekawa jestem, jak się potoczy teraz nasze życie. Widząc, jak szybko koronawirus rozprzestrzenia się, pewnie każdy z nas może poczuć jego niewidzialny oddech na swoich plecach, a zaraz potem ciarki na samą myśl jakie konsekwencje za sobą niesie. Buuu.

Zaraza. Przypomniało mi się, że w Apokalipsie św. Jana pierwszym z jeźdźców Apokalipsy jest właśnie zaraza. W jednym z tłumaczeń opisywany jest tak: I widziałem, a oto koń biały, a ten, który na nim siedział, miał łuk, i dano mu koronę, i wyszedł jako zwycięzca, ażeby zwyciężał. Przypadek? Czyżby apokalipsa właśnie wypełniała się na naszych oczach? Tak czy inaczej nie uważam, że aktualna sytuacja to jakaś kara boska za wszystkie grzechy tego świata. Absolutnie nie i wręcz przeciwnie. Bierzemy udział w czymś, o czym nasze wnuki będą czytały w podręcznikach do historii. Niebawem obudzimy się w zupełnie innym świecie. Pytanie tylko jak będzie on wyglądał.

5 marca

Dzisiaj powiedziałam Mężowi, że chciałabym się teraz przenieść do Włoch i pochodzić po tych pięknych, pustych włoskich miastach i miasteczkach. Nadal obserwuję relację Agnieszki z cudownej Wenecji. Mówi, że ceny wynajmu pokoi są teraz zaskakująco tanie, w hotelach raczej pusto, a restauratorzy tylko wypatrują jakichś klientów. Myślę sobie jednak też, że za tą niesamowitą pustką kryje się coś niepokojącego. Bo przecież brak turystów to brak dochodów, potrzebnych do prowadzenia biznesu i po prostu na życie…

A do nas właśnie dotarły ostatnie rzeczy, potrzebne do organizacji przyjęcia urodzinowego. Jej tematem przewodnim będzie las. Stąd toppery na stoliki, girlanda i winietki z rysunkami zwierząt takich jak lis, szop, sarenka i sowa. Będzie pięknie 🙂

7 marca

Od kilku dni szukam i szukam tego idealnego przepisu na tort, który za tydzień zamierzam upiec dla Juniora z okazji jego pierwszych urodzin. Zrodził się w mojej głowie plan, żeby co roku piec mu tort. I skoro w tym roku przyjęcie będzie w klimacie leśnym to tort też musi być leśny. Dlatego mój wybór padł na leśny mech (albo zielony mech – różna nazwa przewija się w internetowych przepisach). W każdym razie bazą będzie biszkopt szpinakowy, przekładany kokosowym kremem i ozdobiony borówkami, owocami granatu i malinami. To teraz będzie i pięknie, i pysznie:)

Mówili dzisiaj w radiu, że ludzie rzucili się na wszystko co ma w nazwie dezynfekujący i półki świecą pustkami. W mojej torebce można znaleźć taki wynalazek już od dawna, bo będąc w podróży zawsze może zdarzyć się konieczność zdezynfekowania rąk i niekoniecznie musimy mieć wtedy dostęp do bieżącej wody i mydła. I to niezależnie od tego, czy mamy czasy epidemii czy też nie. Oto pierwszy zakaz: z Polski od dzisiaj nie można wywozić leków, maseczek i innych rzeczy potrzebnych do walki z epidemią. No to zaczyna się.

8 marca

W sieci coraz więcej informacji o epidemii, ale nie zaprzątamy sobie tym dzisiaj jakoś głowy. Jest dzień kobiet. Po raz pierwszy w moim życiu upiekłam tort, tak na próbę i żeby przygotować się do upieczenia finalnego tortu na imprezę za tydzień. Wygląda pięknie i całkiem nieźle smakuje. Niby to taka bomba kaloryczna, ale zielona, ze szpinakiem, więc chyba nie jest tak źle.

10 marca

Dzisiaj są faktyczne urodziny Juniora. Impreza dopiero w niedzielę, ale nie zmienia to faktu, że poświętowaliśmy sobie (nadal została nam też spora część tortu z niedzieli). Poszliśmy do ZOO, bo ceny nadal zimowe, więc czemu by nie skorzystać. Nie było zbyt wielu osób, w końcu dopiero połowa tygodnia. I kompletnie nie wiem, jak rozwinie się ta cała sytuacja z koronawirusem. Ale mam nadzieję, że jednak wolniej niż niektórzy przewidują. Tak czy siak, od dzisiaj bardziej uważamy na siebie, częściej myjemy ręce, zachowujemy dystans na ile się da.

11 marca

W Polsce zamykają placówki oświatowe i odwołują imprezy masowe. I zachęcają do pracy zdalnej z domu, zachowania dystansu i niegromadzenia się. Ciekawe co będzie następne.

A my wykorzystaliśmy kolejny ładny dzień na spacer po parku. Ludzi jakoś specjalnie dużo nie było. Pokusiliśmy się na kolejną porcję lodów rzemieślniczych, bo w parku nadal są otwarte budki, w których sprzedaje się kawę czy właśnie lody. Z tą jednak różnicą, że sprzedawczyni nosi rękawiczki, które dodatkowo dezynfekuje pomiędzy obsługą każdego kolejnego klienta. Widać, że firmom włączyła się już ostrożność i dbają o bezpieczeństwo swoich pracowników i klientów.

Byłam dzisiaj w Lidlu na zakupach. Takich normalnych, niekryzysowych. Za to po niektórych półkach widać, że przechodzą kryzys. Regały z makaronami jakieś takie bardziej puste. Papieru toaletowego też dużo mniej niż zwykle go tam jest (to w ogóle strasznie dziwne zjawisko, że wszyscy masowo wykupują papier toaletowy). I palety z wodą jakoś mocno opustoszały. A pan, który stał w kasie przede mną, kupował tylko (albo aż) 10 kartonów mleka UHT. Może po prostu tyle potrzebował tyle. Czy to jednak panika?

12 marca

Pierwsza ofiara śmiertelna koronawirusa w naszym kraju. Szok.

Dzisiaj po raz pierwszy poczułam, że wychodzenie z domu to chyba faktycznie nie najlepszy pomysł teraz. Ale nie wszyscy mają takie odczucia. Obiecaliśmy, że pojawimy się na urodzinach mojej siostrzenicy, więc pojechaliśmy. Wiele osób nie przyszło, tylko najbliższa rodzina. Temat przewodni to oczywiście koronawirus. Rozmowy na zasadzie pół żartem, pół serio. A tak całkiem serio to, gdy do lokalu wszedł ratownik medyczny po zupę na wynos, zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie głupio. Ciekawe co sobie o nas pomyślał. Pewnie tyle, że nieświadomi zagrożenia niedługo będziemy mieli tu „drugie Włochy”.

13 marca

Jeszcze w środę nie dopuszczaliśmy takiej myśli. Ale dzisiaj jest piątek trzynastego, a dwa ostatnie dni przewróciły wszystko do góry nogami. Dzisiaj już nie myślę o pieczeniu tortu i strojeniu sali, bo odwołaliśmy imprezę urodzinową Juniora. A właściwie przełożyliśmy ją, ale na bliżej nieokreślony termin. Właścicielka restauracji zdziwiona moją decyzją. Powiedziała, że jestem pierwszą osobą, która z powodu epidemii odwołała imprezę. A jednak to dziadek, który ponad tydzień  temu nieco nas rozbawił swoją postawą, proroczo przewidział, że będziemy siedzieć w domach, a nie imprezować. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Dzisiaj też byliśmy w parku, bo od jakiegoś tygodnia codziennie spacerujemy. Ale dopiero dzisiaj dało się odczuć, że ludzi jakoś więcej i to pomimo tego, że wielu z nich pewnie w normalnych okolicznościach byłoby teraz w pracy.

14 marca

Dawno nie widziałam takich kolejek w sklepie, wszystkie kasy były otwarte. Tłumy w sklepach to chyba coś zupełnie odwrotnego do zalecenia niegromadzenia się. No dobra, sama dorzucam swoją osobę do tych tłumów, w końcu też w tym sklepie byłam. Kosze zakupowe pełne makaronów, ryżu i wody. I z tymi pustymi półkami po mydłach i żelach dezynfekujących to faktycznie było prawdą. W Rossmannie podczas stania przy kasie starsza pani zapytała sprzedawczynię, czy nie mają jeszcze „jakichś tych żeli dezynfekujących”. Sprzedawczyni grzecznie odpowiedziała, że nie, widząc po jej minie – w ostatnich dniach została zapytano o to chyba setny raz. Na to starsza pani zaczęła tłumaczyć, że jej syn ma nogę w gipsie i bardzo by mu się przydało. Nie wiem czy myślała, że sprzedawczyni ma jeszcze parę schowanych żeli „pod ladą” czy co, ale po co jej synowi żel dezynfekujący, skoro ma złamaną nogę i raczej nie jest to dobra okazja do wychodzenia z domu. A w domu nie ma mydła i wody? To pokazuje jak forma komunikatów kierowanych ze strony mediów i zachowania innych ludzi wpływają na nas, jak szybko ulegamy różnym emocjom widząc puste regały w sklepach.

I oczywiście my też zrobiliśmy zapasowe zakupy. Raczej nie ze strachu przed koronawirusem, ale na wypadek konieczności kwarantanny domowej. Nie są też przesadnie duże, bo dwie zgrzewki wody, kilkanaście puszek różnych warzyw i roślin strączkowych i parę puszkowanych ryb. Jak robić zapasy to tylko takie, z których prędzej czy później i tak skorzystam, z długą datą ważności, dla mnie to produkty, które dają energię i są dobre odżywczo, czyli właśnie warzywa i strączki.

Od północy zacznie obowiązywać w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. Zamykają granice, wjeżdżających obejmuje czternastodniowa kwarantanna, w galeriach będą otwarte tylko sklepy spożywcze, drogerie, apteki i pralnie, zamykają kina, restauracje i inne tego typu miejsca, a także zakazują zgromadzeń powyżej 5o osób. Przypominam sobie, jak mojemu Mężowi podczas przekraczania granicy w drodze do Austrii w październiku ubiegłego roku powiedziałam, że dobrze, że nie zburzyli tych przygranicznych budynków i że na pewno kiedyś przywrócą jeszcze kontrole na granicach. Nie przypuszczałabym jednak, że nastąpi to tak szybko i w takich okolicznościach.

15 marca

Trwa akcja #zostańwdomu, a w sieci co chwilę pojawiają się poradniki jak ze sobą czy z dziećmi wytrzymać dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jak widać można mieć z tym kłopot. Ja od roku jestem na macierzyńskim i też czasem mam z tym kłopot.

A to dzisiaj miały odbyć się urodziny Juniora w restauracji przystrojonej w leśnym klimacie. Powtarzam to po raz enty, ale tym sobie trochę żyłam przez ostatnie dwa tygodnie (po roku siedzenia w domu takie momenty są bardzo potrzebne). Skorzystaliśmy więc z dyspensy i poszliśmy na mszę… do salonu. Transmisja online jest ok, ale to nie to samo. No i drugi raz nie sprawdzałam znalezionego niedawno przepisu na zielony mech. W końcu ciężko byłoby nam zjeść we dwójkę drugi tort w ciągu tego samego tygodnia.

16 marca

Im więcej czytam różnych informacji tym smutniej na sercu. Bo jak tu zachować spokój, jak co chwilę czyta się kolejnego newsa na temat koronawirusa? Skoro w jednym z  brytyjskich artykułów czytam, że na plastiku może przetrwać nawet do dwudziestu paru dni to w takim razie jesteśmy w stanie się przed tym jakoś ochronić? Jak żyć? Odpowiedź jest bardzo prosta. Dość czytania statystyk i tych wszystkich pesymistycznych artykułów w internecie. Mam wrażenie, że media tylko nakręcają już i tak kiepskie nastroje.

18 marca

Strasznie mnie denerwuje te słuchanie i czytanie o chorobach współistniejących! Na okrągło media, informując o śmierci kolejnej osoby w Polsce, mówią, że miała (rzadziej, że nie miała) choroby współistniejące. Nie wiem, czy to ma być pocieszenie dla osób, które takich chorób nie mają czy co. Dla mnie nie jest to żadne pocieszenie. A jak się mają czuć te osoby, które akurat mają różne inne choroby? Czy informacja o podeszłym wieku osoby zmarłej naprawdę nam pomaga jakoś? Każdy z nas ma kogoś bliskiego w podeszłym wieku. Straszne to jest.

20 marca

Mąż otrzymał pierwsze telefony o odwołaniu lub przełożeniu zleceń, które miał wykonać. Jakieś niebywale trudne czasy nadchodzą dla naszych przedsiębiorców i całej gospodarki. Każdego z nas to dotknie. Bo jak niby mają działać firmy, gdy każą nam siedzieć w domach? O wiele łatwiej byłoby obudzić się i powiedzieć sobie, że to był tylko zły sen.

23 marca

Na Onet.pl przeczytałam dzisiaj następujące oświadczenie dyrektora generalnego WHO: „67 dni minęło od pierwszego zgłoszonego przypadku COVID-19 do momentu, kiedy potwierdzono 100 tys. zakażeń na całym świecie – zwraca uwagę Tedros. Osiągnięcie poziomu 200 tys. przypadków zajęło potem wirusowi 11 dni, a 300 tys. – zaledwie 4 dni”. To przerażające jak szybko rozprzestrzenia się to dziadostwo. Jeszcze trochę i będzie pierwszy milion zarażonych osób na całym świecie.

24 marca

Nasz rząd wprowadza kolejne zakazy. Przede wszystkim po ulicach możemy poruszać się w parach (a najlepiej pojedynczo) lub rodziną, a w mszy może uczestniczyć maksymalnie 5 osób. Poza tym możemy wychodzić z domu tylko w określonych celach. Do pracy, sklepu, aby komuś pomóc. Na szczęście parki i lasy nadal dostępne dla spacerowiczów. Uff. Przy pięknej pogodzie ciężko wytrzymać na trzydziestu paru metrach kwadratowych z małym balkonem.

Nigdy nie przypuszczałabym, że przyjdzie nam żyć w tak dziwnych czasach.

28 marca

Zalecają, żeby myć zakupy, które przynosi się do domu. Jeżeli ktoś się poczuje przez to bezpieczniej to czemu nie. Póki co to nie przemawia to do mnie jakoś silnie. Jasne, rękawiczki, higiena rąk. Higiena rąk była zawsze u mnie priorytetowa. Szczególnie od początku rozszerzania diety Juniorowi, którego właściwie szybko przestałam karmić łyżeczką na rzecz metody BLW. Ręce zawsze myję po przyjściu do domu, przed przygotowaniem posiłku i przed jedzeniem, przed i po obróbce surowego mięsa czy po umyciu jajek ze wsi i pewnie jeszcze w wielu innych sytuacjach, o których teraz pewnie nie pamiętam. Taki nawyk teraz wydaje się być mega na czasie. Jednak minusem tej nadgorliwej higieny jest to, że ręce mam przesuszone. I albo to czas na znalezienie fajnego mydła albo czas na częste smarowanie rąk kremami.

Dzisiaj sobota i znowu wylądowaliśmy na spacerze w lesie w Rudach Raciborskich. Było super, bo ten las tam jest przepiękny. A nie każdy taki jest. Aż żałuję, że nie robiliśmy tego wcześniej tak często jak teraz. Zawsze wybieraliśmy park, a tu proszę, odkryliśmy nowe, ciekawe miejsce do wzięcia oddechu od zgiełku miasta.

29 marca

Dowiedziałam się, że Adam trafił do szpitala. Dusił się, więc zabrała go karetka. Choruje już od prawie trzech tygodni, jest po dwóch antybiotykach, od tygodnia ma gorączkę… Ale żaden z lekarzy nie podejrzewał, że to koronawirus. W końcu nie miał styczności z osobami przebywającymi za granicą, sam też za granicą nie był w ostatnim czasie, a takie pytania padają w ankiecie podczas wywiadu lekarskiego. Dzisiaj modlę się za niego.

30 marca

Adam jest pod respiratorem, w stanie śpiączki farmakologicznej.

31 marca

Wprowadzili dzisiaj kolejne zakazy. Przede wszystkim zamknęli nam park! Nie możemy już swobodnie spacerować, a wyjścia musimy ograniczyć do tych koniecznych, typu zakup rzeczy niezbędnych do życia. Zachować przy tym należy odpowiednie odległości, a sklepy w wybranych godzinach są tylko dla osób w wieku 65 lat i więcej. Zamknęli też wszystkie zakłady usługowe, ograniczyli ilość osób w autobusach. Najdziwniejsze – osoby poniżej 18 roku życia nie mogą wychodzić z domu bez opieki dorosłych. I pojawiło się wiele, wiele innych zakazów. Ale to nie wszystko….

Adam zmarł dzisiaj na śródmiąższowe obustronne zapalenie płuc spowodowane koronawirusem. Miał 51 lat. Nie mogę nadal w to uwierzyć. To stało się tak szybko.

Dziś moją duszę w ręce Twe powierzam,
mój Stworzycielu i najlepszy Ojcze.
Do domu wracam jak strudzony pielgrzym,
a Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem.

Adamie, spoczywaj w pokoju, za jakiś czas spotkamy się znowu.

 

W życiu nie przypuszczałabym, że moje, nasze życie może tak diametralnie się zmienić w ciągu jednego miesiąca. Covid-19. To on przewrócił nasze życie, życie nas wszystkich, na całym świecie.