Robię to po swojemu

Lepiej zaloć chroboka w Wigilię, czyli o tradycjach z moich rodzinnych stron słów kilka

Wigilia

Mówi się, że co kraj to obyczaj. Ale nawet w jednym regionie możemy znaleźć odmienne tradycje czy pamięć o niektórych zabobonach. Pochodzę z małej miejscowości położonej w północnej części Śląska, gdzie nadal wierzy się w istnienie związku przyczynowo-skutkowego między danymi zdarzeniami.

1. Tylko chłop przynosi szczęście
Aby dzień w Wigilię dobrze zacząć, to w ten świąteczny dzień próg domu powinien jako pierwszy przekroczyć chłop. Przyniesie to szczęście i bogactwo w nowym roku. Młody czy stary – nie ma to znaczenia. Byle tylko nie była to baba, bo wtedy zamiast dostatku w nowym roku będzie zupełnie odwrotnie.

2. Zaloć chroboka
Zanim jeszcze zaczniesz jeść śniadanie trzeba wypić kieliszek wódki lub nalewki. Wtedy żaden chrobok (czytaj: choroba) nie będzie Ci straszny w nowym roku. Rozmiar kieliszka nie ma znaczenia. Ale że to dzień jednak postny (i to jakościowy i ilościowy!) to lepiej zrobić to raz, a porządnie.

3. Jaka Wigilia taki cały rok
Lepiej się nie pokłócić z nikim i posprzątać wszystko dzień wcześniej;) Mówi się u nas, że tak jak spędzisz Wigilię taki będzie nowy rok. U mnie zawsze się to sprawdzało. Szczególnie z tym nieszczęsnym sprzątaniem. Jakoś tak przy tych wszystkich przygotowaniach świątecznych i tak w Wigilię trzeba było jeszcze trochę dom ogarnąć. A że to ja należę do tych co lubią porządek…to potem w nowym roku to ja najczęściej sprzątałam. Przypadek? Nie sądzę.

4. Pod wigilijny talerz włóż coś z portfela
Jeżeli rano próg domu jednak przekroczy baba to nic straconego. Kolejna szansa na bogactwo w nowym roku jest przy wigilijnym stole. Wystarczy, że pod swój talerz włoży się pieniądz. Nie wiem tylko czy sprawdza się to, kiedy włoży się kartę płatniczą. W każdym razie trzeba pamiętać, żeby nie pomylić jej z kredytową…

5. A po pasterce czas na kaczkę
Rodzice nie raz opowiadali, że na pasterkę szło się czasami dwie i pół godziny. Kościół był daleko, na wsi nie każdego było stać na samochód, a do tego jeszcze te ogromne zaspy śniegu (za którym teraz tak bardzo tęsknimy w święta). Dlatego późnym wieczorem w Wigilię do piekarnika wstawiało się kaczkę. Kiedy wrócili – zmarznięci i zmęczeni – do domu to mogli przysiąść do stołu jeszcze raz, aby głód zaspokoić pieczenią z kaczki, której zapach unosił się w całym domu.

Tradycje może to i lokalne, ale kiedy je pielęgnujemy i przekazujemy kolejnym pokoleniom to nie uciekną w zapomnienie. Dla M. to tylko zabobony, ale ja zawsze słuchałam rodzinnych opowiadań z dużym zaciekawieniem. Mam nadzieję, że nasze dzieci i wnuki też będą, bo łatwiej im będzie w to uwierzyć niż w to, że kiedyś w grudniu za oknem można było zobaczyć metrową warstwę śniegu.

 

Wesołych Świąt!
Malutka