Bullet journalRobię to po swojemu

Kto rano wstaje, temu… czyli o co chodzi z „fenomenem poranka”

IMG_0024

Dwudziesty drugi stycznia. Dzisiaj po raz pierwszy wstałam dużo wcześniej niż zwykle. Po to, aby uregulować w końcu swój sen. I po to, żeby przeżyć fenomen poranka 🙂

Jak żadna inna w ostatnim czasie, wciągnęła mnie książka Hala Elroda o polskim tytule Fenomen poranka (bardziej znana pewnie z angielskiego tytułu Miracle Morning). Hal zachęca w niej do celebrowania poranków w określony sposób. Dzięki temu będziemy mieli więcej endorfin i nie tylko. To po prostu czas, który możemy wykorzystać tylko dla siebie, zanim obudzi się cała reszta świata.

 

SAVERS
Autor książki opisuje sześć etapów poranka, które sprawią, że będzie on niezwykły.

S – Silence

A – Affirmations

V – Visualisation

E – Exercise

R -Reading

S – Scribing

Silence, czyli cisza. To nasz czas na przyjęcie wygodnej pozycji, zamknięcie oczu i medytację, modlitwę, głębokie oddychanie. To czas na odpuszczenie stresów, które w nas siedzą.

Affirmation, czyli afirmacje. Jesteś tym, kim myślisz, że jesteś. I dokładnie temu służą afirmacje. Często nieświadomie bombardujemy swoją głowę różnymi myślami Znowu mi nie wyszło / Skoro już zjadłam coś słodkiego to cały dzień jest stracony i nic z tego nie będzie / Moja wola jest słaba / Boję się swojej przyszłości. Każdego dnia mierzymy się z różnymi własnymi myślami, a najłatwiej przychodzą nam te negatywne. Afirmacje to sposób na przekucie przekonań, które negatywnie nas nastrajają, na te pozytywne, z którymi optymistycznie będziemy patrzeć w przyszłość – tę bliską i tę daleką. Nie jest to łatwa sztuka. Potrzeba wytrwałości w robieniu tego codziennie. Poza tym Hal zaleca, aby wypowiadać je na głos.
Tajniki afirmowania nadal zgłębiam, a więcej o tym już w najbliższym czasie.

Visualisation, czyli wizualizacja. To czas na marzenia i cele. Wyobrażenie siebie w przyszłości, tego kim jestem, w jakim miejscu, kto mnie otacza. Wyobrażenie tego, jak marzenia i cele się spełniają. Jak zaleca Hal: Zobacz, poczuj, usłysz, dotknij, posmakuj, powąchaj każdy szczególik twojej wizji. Można do tego wykorzystać tablicę wizualizacyjną, ale nie jest to konieczne. Na pewno pomoże spoglądanie na nią, ale tylko prawdziwe działania doprowadzą do ziszczenia marzeń.

Exercise, czyli ćwiczenia. Nie ma co ukrywać, że każdy rodzaj aktywności z rana dodaje nam energii. Niezależnie od tego czy to będzie joga, kilkanaście minut ćwiczeń w domu czy bieganie. Nie jest to nic nowego i sama nie raz przekonałam się, że ćwiczenia z rana pozytywnie nakręcają nas na cały dzień.

Scribing, czyli kaligrafowanie, a właściwie pisanie. To prowadzenie dziennika, czyli codzienne spisanie tego, o czym myślimy, co nas spotkało. A przede wszystkim nauka wdzięczności, bo jednak rzadko dziękujemy życiu za to, co dobrego nas spotyka, czasem nawet niespodziewanie.

Praktyka
Przy zmianowym trybie pracy, kiedy czasem kończę pracę o północy, a czasem zaczynam o szóstej rano, trudno uregulować ilość potrzebnego snu. Czasem śpię krótko, a czasem wyłączam budzik i śpię do oporu 🙂
Są badania, które mówią o tym, że sen składa się z półtoragodzinnych cykli. Powinniśmy spać wielokrotność takiego cyklu, czyli na przykład sześć godzin albo siedem i pół. Do tego trzeba będzie jeszcze doliczyć czas, który potrzebujemy na zaśnięcie. Często jednak jest tak, że budzimy się i czujemy wyspani, ale ciepła kołderka i czas, który pozostaje do faktycznego wyjścia do pracy oddala nas od samego wyjścia z łóżka. I tak mam też ja. Dlatego jest kilka sztuczek, które wykorzystuję, aby nie przedłużać w nieskończoność robienia sobie drzemek:
1. położyć budzik na tyle daleko, aby zmusić się od razu do wyjścia ze strefy łóżkowego komfortu,
2. pójść prosto do łazienki,
3. wypić szklankę wody zaraz po przebudzeniu,
4. włożyć sportowe ubrania,
5. zacząć dzień od ćwiczeń.
Pewnie znajdzie się też parę innych trików. Ale tych parę działa na mnie najlepiej.

Tak się składa, że o profitach wczesnego wstawania piszą i mówią różne osoby. Nawet artykuł w anglojęzycznym magazynie, który kupiłam w zeszły weekend, jest na temat korzyści z celebrowania poranków po swojemu. Myślę, że niekoniecznie trzeba trzymać się kurczowo kolejności etapów Miracle Morning według Hala. Ja wolę zacząć dzień od ćwiczeń i prysznica, by potem chwilę się zrelaksować przed wyjściem do pracy, skupić na afirmacjach, celach i marzeniach. Poczytać trochę w domu, a trochę w autobusie w drodze do pracy. I zapisać parę zdań, za co dziękuję, bo znowu mam przed sobą kolejny, cudowny dzień.

malutka