Bullet journalRobię to po swojemu

Jak zorganizowałam swój rok w Bullet Journal

W tamtym roku zachwycałam się Happy Plannerem od Madama. Dzięki niemu po raz pierwszy porządnie spisałam swoje cele i zaplanowałam konkretne działania. A potem ochoczo dokupiłam drugi planner – Happy Body Planner – który ułatwił mi przejście przez program Chudnij z głową Sylwii Prawdzik. W tym roku czas na dużą zmianę. Wkracza mój pierwszy Bullet Journal.

Czas na Planner Pełen Czasu

Na rynku znajdziemy coraz więcej cudownych kalendarzy i plannerów – dla biegaczy, dla kreatywnych, biznesowy, z cytatami sławnych ludzi i motywacjami na co dzień, od Ewy Chodakowskiej czy Beaty Pawlikowskiej i wiele, wiele innych. Do tej pory też wybierałam gotowy planner, z większymi lub mniejszymi różnicami w porównaniu z tym, który miałam w poprzednim roku. Dopiero w zeszłym roku zaczęło mi to przeszkadzać. Przede wszystkim – brak wpływu na to, jak on wygląda. Czasami zawierał zapełnione kartki, do których ani razu nie zajrzałam, a które tylko wertowałam w poszukiwaniu konkretnego miejsca. Innym razem zupełnie brakowało miejsca na własne notatki. Dlatego zdecydowałam się to zmienić i zrobić po swojemu. W Plannerze Pełnym Czasu od @Paniswojegoczasu. Po prostu idealnie wpasowała się ze sprzedażą takiego plannera z moją decyzją o zmianie.

Mój pierwszy rok z Bullet Journal

Bullet Journal to sposób na tradycyjną organizację czasu w formie kalendarza i plannera, z możliwością ozdabiania go po swojemu i pisania w nim jak się tylko chce. Miejsca co nie miara, więc pomysłów też. Ważne, żeby planner miał dobrej jakości papier, który nie przebija i po którym dobrze się pisze, najlepiej w kropki.

To mój pierwszy rok z Bullet Journal, czyli tak na prawdę sprawdzam i testuję strony, które będą mi najbardziej potrzebne i które chciałabym w nim mieć. Planer Pełen Czasu zakupiłam już w listopadzie, więc moje pierwsze przymiarki rozpoczęły się w grudniu. Dlatego wtedy zrobiłam future log 2018, czyli miniaturowy kalendarza na ten rok z miejscem na krótkie notatki. Teraz wiem, że ta forma nie do końca mi pasuje, ale na zmianę przyjdzie jeszcze czas.

Wiele stron poświęciłam na realizację planu z nauką języka angielskiego razem z „moimi nauczycielkami” z YouTube czyli English with Lucy i mmmEnglish. Już w zeszłym roku przekonałam się do nauki przez imitację, czyli powtarzanie tego co mówią, jak mówią, gdzie powinien być akcent, jest świetnym sposobem na lepsze mówienie w języku obcym. W planerze jest też miejsce na książki, które chciałabym przeczytać w tym roku i moja lista powoli zaczyna się wypełniać.

Mapa pomysłów

Jedni spisują cele na nowy rok i konkretnie planują ich realizację. Inni uważają, że w ogóle to nie ma sensu i nie mają potrzeby robienia sobie jakichkolwiek postanowień. Ja jestem gdzieś pośrodku. Co prawda w pracy etatowej ustalam cele i realizuję je przez cały rok. Jednak w mojej pracy blogowej już nie do końca. Mam pewne pomysły i założenia, które chciałabym zrobić, aby rozwijać się, pisać dobre treści (w czym też pomaga czytanie książek), dzielić się moją kreatywnością, doskonalić swoje umiejętności posługiwania się językiem obcym. Dlatego spisałam bardzo ogólnie cele 2018 rok, bo spisane zawsze nabierają mocy 😉 Bardziej konkretnie będzie już przy rozpiskach kwartalnych – łatwiej mi się osiąga założenia w krótkim okresie czasu. Zrobiłam też mapę pomysłów, która określa miejsca, które chcę zobaczyć, cykle postów, które chcę publikować, albumy jakie chcę zrobić, naukę kaligrafii i wszystko to, co będę robić dla zdrowia.

Postanowienia noworoczne to zawsze popularny temat na początku roku, jakby 1 stycznia sam dużo zmieniał w naszym życiu. Prawda jest jednak okrutna, bo to kolejny dzień w kalendarzu, jak każdy inny, może bardziej huczny z powodu ogólnego świętowania i fajerwerków. Cele możemy sobie ustalić niezależnie od dnia i miesiąca. Ważna jednak jest samodyscyplina i samokontrola, żeby wiedzieć w jakim stopniu udaje nam się to realizować i czy w ogóle jest to coś, czego chcemy i co potrzebujemy. A przy okazji nie dać się zwariować i nie brać na siebie za dużo.

Agnieszka