EkożycieLifestyle

Jak przemycam #eko i #wasteless do swojej codzienności

We believe it is possible to have effective, natural and safe cleaning products that don’t cost the earth. Our biodegradable cleaning and laundry products are ethically sound, safe to use and have minimal environmental impact. We are committed to the use of ingredients that are naturally derived and the best and safest for all of us and our future. You have nothing to lose, our world has everything to gain. Thank you.

To napis na etykiecie produktów jednej z ekofirm. Produktów, które starają się być przyjazne środowisku przez produkcję z naturalnie pozyskiwanych składników, hypoalergicznych i przyjaznych skórze, biodegradowalnych. I ilekroć spoglądam na tę etykietę to zastanawiam się, co my możemy zmienić, jaki zrobić kolejny krok.

 

Świadomość

Zasady segregacji śmieci wpoiła mi nie ustawa śmieciowa, ale rodzice długo, długo przed jej wejściem. Odkąd pamiętam segregowano w naszym domu śmieci, a potem ładowano do auta i zawożono do ogólnodostępnych pojemników na segregowane śmieci, które były postawione co parę kilometrów przy głównej ulicy w moim rodzinnym miasteczku. Nie było to wygodne i trzeba było chcieć to robić. A jakoś moi rodzice nie mieli z tym nigdy problemu. W moim domu rodzinnym nigdy też nie paliło się plastiku ani innych śmieci, które szkodziłyby środowisku (chociaż problem palenia w piecu wydaje się mi być bardziej złożony, bo jeżeli kogoś nie stać na eko piec czy paliwo opałowe to i tak nie zwróci uwagi na to, co do niego wrzuca. Sama edukacja na temat segregacji czy ustawa śmieciowa cudu nie sprawi)

Proste czynności mogą wiele zmienić

I możemy mówić tak, jak przed wyborami: co mój głos może zmienić? Co to zmieni, że nie zapakuję pomidorów do jednorazówki? Ano zmieni. Ty nie skorzystasz to zmniejszysz zapotrzebowanie na ich produkcję. Każdy głos się liczy w wyborach. Tak samo każdy nasz wybór #wasteless liczy się w ochronie tego, co wspólne. Dlatego nie pakuję owoców i warzyw do jednorazowych reklamówek. Po prostu zabieram je luzem albo wykorzystuję te woreczki, które leżą w domu – zabieram je z domu, tak samo jak torbę na zakupy. A jeżeli głupio nam wykorzystywać w sklepie jeszcze raz użyte wcześniej „jednorazowe” torebki to można sobie kupić gotowe materiałowe woreczki, o takie jak  właśnie te u Maruny. Każdy sposób jest dobry, byle nauczyć się w końcu nie pakować przy każdej wizycie w sklepie dwóch jabłek i dwóch pomidorów do osobnego, nowego, plastikowego woreczka.

Obecnie wiele małych gospodarstw domowych zużywa mnóstwo plastiku. Dużo takich odpadów zbiera się na przykład przez kupowanie wody butelkowanej. Można i to ograniczyć, na przykład pijąc od czasu do czasu wodę filtrowaną (np. w specjalnych dzbankach z użyciem wkładów filtrujących typu Brita). Takie filtry redukują osadzanie się kamienia, redukują też metale, takie jak ołów i miedź, chlor i inne substancje negatywnie wpływające na smak wody. A ostatnio znajoma, która w ogóle nie kupuje wody w plastikowych butelkach, a zależy jej na tym, żeby woda zawierała potrzebne minerały – po prostu przegotowaną wodę uzdatnia sama tym, co potrzebne.

Mnie osobiście bardzo ostatnio męczył temat tego, co zużywa się dosyć szybko, czyli gąbek do mycia (niestety, nie mamy miejsca na zmywarkę), ścierek i worków na śmieci. Za każdym razem, kiedy te zużyte wyrzucałam do kosza to targały mną wyrzuty sumienia. Ale pozbycie się tego kłopotu także nie było niemożliwe. Wystarczyło dobrze przeszukać sklepy internetowe i kupić to, co łatwo ulega biodegradacji i/lub jest zrobione z tworzywa z recyklingu lub innych przyjaznych środowisku.

Czy stać nas na bycie #eko

Jeżeli mam mówić o tym, czy #eko znaczy drogo, to zacznę nietypowo. Otóż ostatnio zakręciłam się wokół tematu pieluszek jednorazowych. Co prawda od czasu do czasu wraca do mnie myśl o pieluszkach wielorazowych, jednak trochę obawiam się, że nie będę miała do nich cierpliwości, a ilość nowych obowiązków mnie przerośnie. Największym jednak problemem jest po prostu wielkość naszego mieszkania. Dlatego do pieluszek wielorazowych wracam myślami rzadziej – bardziej przez wygodę (brak widoku na ciągle wystawione w salonie pranie) niż lenistwo. Ale kto wie, jeszcze mamy parę miesięcy, żeby poczytać i wybrać wspólnie z mężem najlepsze rozwiązanie.

Póki co zgłębiam wiedzę na temat pieluszek jednorazowych, porównuję i liczę, liczę i porównuję. Bo chyba mniej niż więcej przyszłych rodziców przyjmuje się tym, ile taki maluszek zużyje pieluch w ciągu swoich pierwszych lat życia przez wzgląd na to, ile sztuk tych zużytych zostanie wyrzuconych do śmieci. Ma być po prostu szybko i wygodnie. Ta wygoda też kosztuje, bo do czasu odpieluchowania trzeba będzie kupić pewnie około kilku tysięcy sztuk pieluch. Niewyobrażalnie dużo! Dołóżmy do tego, że według szacunków naukowców taka pielucha będzie się rozkładać kilkaset lat. I to co najistotniejsze – z czego są zrobione, jak to wpływa na zdrowie dziecka, a w przypadku zużytych pieluch – na nasze środowisko, w którym będą się rozkładać.

Wobec tych faktów zaczęłam szukać pieluszek ekologicznych, których skład jest przede wszystkim bardziej przyjazny dziecku i których większość materiału podlega biodegradacji. No i.. nie ma pieluszek idealnych: tanich i 100% przyjaznych środowisku i dziecku. Albo jedne są bardziej eko i drogie, albo mniej eko i tańsze (przy okazji polecam bardzo bloga Organiczni – baranowscy.eu, a szczególnie artykuły o tym, ile złego jest w pieluszkach jednorazowych, czy pieluszki eko są faktycznie eko i o pieluchach wielorazowych) Wracając jednak do clue wywodu – bycie eko nie jest tanie. Według cen znalezionych w internecie pieluszki z gamy ekoproduktów kosztują ponad dwa razy więcej niż takie standardowe. A potrafią być też dużo droższe. I tak samo jest praktycznie z każdym innym produktem, nawet biodegradowalne worki na śmieci mogą kosztować kilka razy więcej od tych kupionych w sklepach sieciowych. Ale możemy zrobić to, co nas nic nie kosztuje: oddać nieużywane rzeczy osobom potrzebującym zamiast wyrzucać je do śmietnika, nie zapominać o zgaszaniu światła wychodząc z pokoju, nie kupować rzeczy, których właściwie nie potrzebujemy, a szczególnie warzyw i owoców, których nie zdążymy zjeść zanim się zepsują, zabierać na zakupy do sklepu wielorazówki. Niby niewiele, a jednak tak dużo.

Pamiętam jeszcze, jak w czasach mojej szkoły podstawowej (czyli kilkanaście lat temu) świętowano Dzień Ziemi. Dzieliliśmy się wtedy na małe grupy i po prost sprzątaliśmy swoje miasto. Aż trudno było uwierzyć, ile śmieci zawsze się uzbierało tylko idąc wzdłuż chodnika i obserwując najbliższe pobocze.  To uświadamiało mi już wtedy, jak bardzo ludzie nie szanują swojego otoczenia i lokalnej społeczności. Smutne. Każdy powinien czuć odpowiedzialność nie tylko za własne podwórko, ale też te wspólne.

Jeżeli chcesz się podzielić własną opinią, znajdziesz mnie tu i tu.

Agnieszka